którym mieszkała Gail Havehort razem z mamą Megan i ojcem Gregory.
Megan obudziła Gail bardzo gwałtownie:
- Gailly wstawaj! Nie ma czasu, musimy się śpieszyć! - krzyczała do córki. Gail usiadła na łóżku przeciągając się i przymrużając oczy.
- Która godzina? - zapytała bezbarwnie, podczas kiedy Megan opróżniała jej szufladę z ubraniami.
- Szósta rano! Szybciuteńko wstajemy, musimy zdążyć na ulicę Pokątną zanim będą tam tłumy! - powiedziała pośpiesznie mama - za 15 minut bądź już na dole na śniadaniu, będę na Ciebie czekać. - i wyszła z pokoju. Gail nadal siedziała na łóżku. Po 2 minutach wstała i i rozejrzała się po pokoju. Jej pokój był błękitno-biały. Nie miała w nim za dużo rzeczy, głównie ubrania, i gazety.
Wstała i poszła do toalety, wziąć prysznic. Gdy już to uczyniła, umyła zęby i twarz. Następnie poszła się ubrać i zeszła do kuchni na śniadanie. Kuchnia była mała, drewniana i przytulna. Usiadła wzięła widelec i zaczęła jeść naleśniki cynamonowe z czekoladą, polane syropem, które zrobiła jej mama.- Szybciej, SZYBCIEJ! - krzyczała Megan, popijając pośpiesznie kawę. - nie ma czasu!
W tym momencie do domu wszedł ojciec Gail.
- Dzień Dobry kochanie - pocałował Meg w usta. - Dzień Dobry Gailly. - pocałował Gail w policzek. - gotowe?
- Ja już jestem gotowa. - powiedziała Gail połykając ostatniego gryza naleśnika.
- Dobrze. Proszę... - powiedział podając miskę z proszkiem Fiuu córce.
- Na Pokątną! - krzyknęła Gail znikając w płomieniach. Poczuła lekki skurcz, szarpnięcie i znalazła się na ulicy Pokątnej, a zaraz za nią mama i tata.
- Ja pójdę do banku Gringotta, a wy idźcie kupić podręczniki, kochanie - zwrócił się do żony. - wydaj swoje pieniądze, jak wrócę to Ci oddam całość. I poszedł w stronę banku.
- Pierw... podręczniki. - powiedziała Meg. I ruszyły w stronę Esy&Floresy. Kupiły całe wiaderko nowych podręczników szkolnych.- Hmm... teraz szaty, mnóstwo zwojów pergaminu, nowe pióro, różdżkę i sowę.
Gdy kupiły już szaty, pergaminy i pióro, poszły do Olivandera, po różdżkę.
- Dzień Dobry. - powiedziała Gail.
Z za regału wyjrzały srebrno-niebieskie oczy, i przywitały ich ciepło.
- Dzień Dobry! Widzę młoda Havehort przyszła kupić swoją pierwszą różdżkę! Hmm...zobaczmy. - i zaczął szukać po półkach. - Ta, powinna pasować...proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła lekki prąd przechodzący przez jej rękę, i w tym samym momencie z rąk pana Olivandera wypadło pudełko.
- Nie, nie ta nie pasuje... - poszedł za 2 regał i wyszedł z srebrno-czarnym pudełkiem, z którego wyciągnął różdżkę. - proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła jak ciepło otacza jej serce, a nogi jakby zaczęły latać. Teraz nie widziała nic, tylko różdżkę.
- Różdżka wybrała już swojego właściciela. - powiedział staruszek, uśmiechając się czule.
- Ile musimy zapłacić? - powiedziała Megan, wyciągając portmonetkę.
- Nic, moja droga. - powiedział Olivander, wychodząc z za blatu sklepu. - mam nadzieję, że Ci dobrze posłuży. - zwrócił się w tym momencie do dziewczynki. - do zobaczenia Gailly.Meg wyszła razem z Gail, i zobaczyły tatę dźwigającego wielką klatkę z białą sową.
- Oto Twoja nowa sowa Gailly! - powiedział sapiąc. - jak ją nazwiesz?
- Ojej! - oczy jej zabłysnęły na widok białych piór. - Becky, będzie miała na imię Becky. - powiedziała stanowczo dziewczyna.
- No to ruszajmy do domu, spędziliśmy tu cały dzień jest już 18:00. - powiedział Gregory.
O 20:00 znaleźli się w domu, wszyscy byli zmęczeni. Gailly pobiegła do pokoju i rzuciła na łóżko wszystko co dziś zakupiła, i zaczęła się pakować. Zajęło jej te 1 godzinę, ale w końcu spakowała cały kufer.
Poszła się umyć, i zeszła na kolację. Po kolacji poszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi położyła się na łóżko i zasnęła. Śnił jej się Hogwart. Nie mogła uwierzyć, że już jutro zacznie się jej nauka w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
~Gail Havehort.

Świetne opowiadanie! Nie mogę się doczekać kolejnego, kiedy zrobisz? :))
OdpowiedzUsuńPostaram się dziś, dla Ciebie :*
Usuń~Gail Havehort.
Ładny ma pokój xD Dużo jak na pierwsze opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuń