Przez najbliższe 2 dni, nie będę pisała postów na Bloga, ponieważ śpię u koleżanki ( Skyler Sevon - Skyler-ze-Slytherinu.blogspot.com ). Postaram się dodać post jutro lub po jutrze. Dziękuję za wyrozumiałość i miłego dnia :)
~Gail Havehort.
Gail z Gryffindor'u
Na tym Blogu piszę swoją książkę o Harry'm Potterze. Moją wymyśloną postacią jest właśnie Gail, która została Gryfonką.
środa, 3 lipca 2013
wtorek, 2 lipca 2013
Opowiadanie 4 ~ Tiara Przydziału.
Gdy drzwi się otworzyły, było słuchać mnóstwo szeptów i tupanie stóp. Sala była ogromna. Na suficie był obraz nieba, z mnóstwem gwiazd. Za oświetlenie służyły latające świeczki. Po bokach rozstawione były 4 stoły, a po środku na samym końcu stał równolegle stół nauczycielski, a na samym jego środku siedział siwy staruszek, ogromnie długą brodą. Posadzka była z kamienia, było na niej widać własne odbicie. Gdy przeszli połowę sali na środku było widać mały stołek, na którym leżała stara, zakurzona tiara.
- Ustawcie się tu. - powiedziała profesor Mcgonagall, machając na nich zwojem pergaminu. - teraz gdy kogoś wyczytam podejdzie tu, a ja włożę mu na głowę tiarę, która wyznaczy wam wasze miejsce. - rozwinęła pergamin i zaczęła wyczytywać po kolei osoby. - Hermiona Granger!
Z tłumu wyszła mała dziewczynka, o falowanych, wielkich, rudych włosach z grzywką. Było po niej widać, że się stresuje.
- Hmm...no tak, dobra. GRYFFINDOR! - krzyknęła tiara. Minęło spoko czasu, zostało mniej niż połowa pierwszoroczniaków, aż w końcu profesor Mcgonagall, wywołała jej imię.
- Gail Havehort!
"A jak mnie nigdzie nie przyjmie? Jeżeli nie starczy mi miejsca w jednym z domów?", pomyślała Gail. Usiadła nie pewnie na stołku, zaciskając zęby.
- Hmm...mnóstwo talentu i odwagi tylko, że.. - Gail zacisnęła pośladki na stołku i mocno złapała taboret z dwóch stron. - GRYFFINDOR!
Poczuła jak kamień spada jej z serca, i wyszczerzyła zęby i poczuła lekkość podchodząc do stołu Gryfonów.
Gdy wszyscy zostali przydzieleni do swoich domów, wstał dziwny, ale śmieszny staruszek i się
przedstawił:Dobry Wieczór, pierwszoroczni! Jestem Albus Dumbledore, czyli dyrektor tej szkoły, jak wszystkim wiadomo. Więc mam kilka uwag dla pierwszoroczniaków. Każdy, ale to absolutnie każdy nie ma prawa wchodzenia do Zakazanego Lasu. Nasz woźny pan Filch prosił też, aby nie pałętać się po szkole po 21:00. A teraz proszę się pożądanie najeść, aby starczyło sił na jutro. Czas zacząć biesiadę! - i klasną w ręce. Na stole pojawiły się pełne miski jedzenia. Tosty, naleśniki, spaghetti, kluski i przeróżne sosy. Jedzenie górowało nad głowami uczniów. Kielichy były pełne sokiem dyniowym. Uczniowie zaczęli się dobierać do jedzenia. Było słychać odgłos sztućców i mnóstwo szeptów.
przedstawił:Dobry Wieczór, pierwszoroczni! Jestem Albus Dumbledore, czyli dyrektor tej szkoły, jak wszystkim wiadomo. Więc mam kilka uwag dla pierwszoroczniaków. Każdy, ale to absolutnie każdy nie ma prawa wchodzenia do Zakazanego Lasu. Nasz woźny pan Filch prosił też, aby nie pałętać się po szkole po 21:00. A teraz proszę się pożądanie najeść, aby starczyło sił na jutro. Czas zacząć biesiadę! - i klasną w ręce. Na stole pojawiły się pełne miski jedzenia. Tosty, naleśniki, spaghetti, kluski i przeróżne sosy. Jedzenie górowało nad głowami uczniów. Kielichy były pełne sokiem dyniowym. Uczniowie zaczęli się dobierać do jedzenia. Było słychać odgłos sztućców i mnóstwo szeptów.
Minęło 30 minut i talerze wszystkich były puste. Wtedy profesor Dumbledore ponownie wstał:
- Skoro wszyscy się nasycili kolacją, czas na deser! - powiedział i ponownie klasnął w dłonie. Na stole pojawiły się galaretki, lody, koktajle oraz sałatki owocowe.
Po kolejnych 30 minutach, wszyscy zaczęli ziewać, a nawet niektórzy zasypiali na siedząco.
- Talerze puste, brzuchy pełne, a organizm zmęczony. Teraz prefekci odprowadzą swoich uczniów do dormitoriów. Dobranoc. - pożegnał ich ciepło Dumbledore. Było słychać szepty i tupanie stóp, wszyscy zaczęli się przepychać przez schody. Wszyscy uczniowie się rozeszli, i każdy zmierzał w inną stronę. Po 10 minutach stali przed obrazem Grubej Damy. Wtedy Percy Weasley powiedział hasło, by dostać się do dormitorium:
- Qwerty. - powiedział bardzo wyraźnie. Obraz się otworzył, a Weasley kazał im wejść przez małą,
stromą dziurę w ścianie. - to jest wasze dormitorium, które zastąpi wam wasze pokoje, będziecie tu spędzać mnóstwo czasu. Na górze po lewej jest sypialnia dziewcząt, a po prawej sypialnia chłopców. Każdy rocznik ma swoją sypialnię. Dobranoc.
Gail poszła w stronę wskazaną przez Percy'ego. Weszła do pokoju. Było w nim po 5 łóżek, a białą pościelą i zasłonkami. Na krzesłach obok łóżek leżały szaty, kurtki, rękawiczki, szaliki i swetry. Gail poszła się umyć i przebrać, a zaraz po tym włożyła do klatki jedzenie dla Becky, a po tym padła na łóżko i zasnęła.
- Skoro wszyscy się nasycili kolacją, czas na deser! - powiedział i ponownie klasnął w dłonie. Na stole pojawiły się galaretki, lody, koktajle oraz sałatki owocowe.
Po kolejnych 30 minutach, wszyscy zaczęli ziewać, a nawet niektórzy zasypiali na siedząco.
- Talerze puste, brzuchy pełne, a organizm zmęczony. Teraz prefekci odprowadzą swoich uczniów do dormitoriów. Dobranoc. - pożegnał ich ciepło Dumbledore. Było słychać szepty i tupanie stóp, wszyscy zaczęli się przepychać przez schody. Wszyscy uczniowie się rozeszli, i każdy zmierzał w inną stronę. Po 10 minutach stali przed obrazem Grubej Damy. Wtedy Percy Weasley powiedział hasło, by dostać się do dormitorium:
- Qwerty. - powiedział bardzo wyraźnie. Obraz się otworzył, a Weasley kazał im wejść przez małą,
stromą dziurę w ścianie. - to jest wasze dormitorium, które zastąpi wam wasze pokoje, będziecie tu spędzać mnóstwo czasu. Na górze po lewej jest sypialnia dziewcząt, a po prawej sypialnia chłopców. Każdy rocznik ma swoją sypialnię. Dobranoc.
Gail poszła w stronę wskazaną przez Percy'ego. Weszła do pokoju. Było w nim po 5 łóżek, a białą pościelą i zasłonkami. Na krzesłach obok łóżek leżały szaty, kurtki, rękawiczki, szaliki i swetry. Gail poszła się umyć i przebrać, a zaraz po tym włożyła do klatki jedzenie dla Becky, a po tym padła na łóżko i zasnęła.
~Gail Havehort.
niedziela, 30 czerwca 2013
Opowiadanie 3 ~ Pierwszy raz w Hogwarcie.
Gail przez dłuższy czas wpatrywała się w widoki za oknem, które rozmazywały się z sekundy na sekundę. Wpatrywała się tak przez dłuższy czas, a w końcu szepty ją rozkojarzyły. Spojrzała za siebie przez ramię i zorientowała się, że w pociągu straszny tłok. Zaczęła wędrować po pełnym pociągu. Wszystkie przedziały były pełne. Weszła do przedziału gdzie zwykle przebywali Ślizgoni. Większość patrzyła się na Gail jak na wariatkę. Przeszła przez jeden prawie pusty przedział, w którym siedział jasnowłosy, blady oraz piegowaty chłopiec.
- Przepraszam, wolne? - zapytała dziewczyna. - nigdzie indziej nie ma wolnych miejsc.
- Proszę. - powiedział chłodno i bezbarwnie.
- Na imię mi Gail Havehort. - powitała go miło Gail.
- Jestem Draco Malfoy. - powitał ją chłopiec, nie zwracając na nią najmniejszej uwagi. Nadal wpatrywał się w swoje buty. I wtedy podniósł głowę i jego spojrzenie spotkało się z spojrzeniem Gail. Draco miał lodowate srebrno-niebieskie oczy. Gailly wytrzeszczyła oczy i lekko otworzyła usta.
- Ja może znajdę inny przedział. - powiedziała dziewczyna nadal z wytrzeszczonymi oczyma, i wyszła.
Stanęła w pustym korytarzu pociągu i zaczęła rozmyślać nad wyglądem chłopca o imieniu Draco. "Jego oczy...", pomyślała "Były takie same jak Amadeus ( ojciec chrzestny Gail )". W tym momencie poczuła na ramieniu czyiś oddech. Spojrzała za siebie i zobaczyła Malfoy'a.
- Zostawiłaś torbę. - rzekł, a jego oczy błysły.
- D-dz-dziękuję. - wyjąkała.
- Co robisz tu sama? - zapytał, a kącik jego ust drgnął.
- Nikogo jeszcze nie poznałam. - powiedziała pewniej, unosząc podbródek.
- Przeoczyłaś mnie. - w tym momencie uśmiechnął się przymrużając oczy.
- Do Slytherin'u, jestem tego pewny. Moi rodzice byli w Ślizgonami, a po za tym ród Malfoy'ów, zawsze trafia do Slytherin'u. - powiedział dumnie.
- Twój ojciec był śmierciożercą. - wypaliła Gail, a jej oczy stały się puste, a głos jakby rozmarzony.
Draco wzdrygnął, i rzucił na nią gniewne spojrzenie.
- Mój ojciec nie był śmierciożercą. - wycedził Malfoy, i spojrzał na okno.
- Dlaczego kłamiesz? - powiedziała Gail, a jej oczy zmieniły barwę na srebrny. Draco popatrzył na nią lekko zarumieniony, i wsadził ręce do kieszeni.
- Jesteś zadziwiająca... inna niż wszystkie... - powiedział dumnie. Wtedy oczy dziewczyny znowu przybrały swoją naturalną barwę, a głos zmienił się na nieco chłodniejszy.
- Yyy...dziękuję. - powiedziała rumieniąc się, ale zachowując resztki godności.
Nagle pociąg gwałtownie zahamował, Gail wpadła na Draco. Oboje się przewrócili.
- Przepraszam. - powiedziała wstając, i wytrzepując kurz z spodni.
- Chodźmy lepiej się przebrać w szaty, już wychodzimy. - powiedział Draco, lekko purpurowy. I się rozeszli.
Po 10 minutach stali już przed pociągiem, a z mroku wyszedł ogromny chłop, który ma wzrost 2 dorosłych mężczyzn. Miał wielką, czarną i kręconą brodę, która łączyła się z włosami również czarnymi i długimi. Oczu prawie nie było widać, a z jego małych ust wydobył się gruby i chrypliwy głos:
- Pirszoroczni za mną! Tutaj pirszoroczni!- i ruszył, trzymając w jednej ręce lampion.
Przeszli niewielki kawał przez las, i znaleźli się na skraju gładkiego, lśniącego jeziora.
- Teraz do łódek wsiada się po 5 osób, nie więcej! - powiedział Wielki mężczyzna. Wsiedli do łódek, i jedna po drugiej zaczęły wypływać. Wokoło było słuchać mnóstwo szeptów i komentarzy na temat zamku. Był ogromny z mnóstwem okien i wież.Po przypłynięciu na drugą stronę znaleźli się na błoniach. Gdy weszli do zamku, stanęli przed wielkimi drewnianymi drzwiami, a przed nimi stała wysoka kobieta z wyłupiastymi oczyma, i pomarszczoną twarzą. - Witam w Hogwarcie! Za chwilę przekroczycie próg tego zamku, by dołączyć do reszty uczniów, ale za nim to się stanie zostaniecie przydzieleni do domów, które zwą się Gryffidnor, Huffelpuff, Ravenclaw i Slytherin. Proszę za mną!
Wtedy ogromne drzwi otworzyły się, a Gail w duchu się uśmiechała, choć ręce jej drżały.
~Gail Havehort.
sobota, 29 czerwca 2013
Opowiadanie 2 ~Przyjazd do Hogwartu.
- Gailly, kochanie. Dziś Twój wielki dzień. - Megan obudziła córkę bardzo łagodnie, poszturchując ją lekko.
- Aaa... - ziewnęła potężnie. I przetarła oczy. - to już dziś? - zapytała sennie.
- Naszykowałam Ci już ubrania, a na dole będzie czekać na Ciebie śniadanko. Nie śpiesz się mamy 2 godziny i wychodzimy. - powiedziała promiennie, i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Gail wzięła ubrania i poszła do toalety, wziąć prysznic. Minęło 10 minut i już się umyła. Podeszła do umywalki, żeby umyć zęby i się uczesać. Gdy już to uczyniła przebrała się w to co przyszykowała jej mama, czyli czarną bluzkę na ramiączka, czerwony sweterek zapięty na ostatni guzik i dżinsowe rurki. Uczesała włosy i zostawiła rozpuszczone. Odłożyła piżamę i poszła do kuchni na śniadanie.
- Dzień Dobry córeczko! - powitał ją ojciec popijając kawę, z okularami na nosie i gazetą w ręku. - jak się spało?
- Dzień Dobry tatusiu. Bardzo dobrze, dziękuję. - odpowiedziała Gail, i zabrała się do śniadania. Na talerzu były grzanki, a na nich roztopione masło, a obok sałatka arbuzowa, ulubione śniadanie Gailly.Po śniadaniu Megan wręczyła córce bilet na peron 9 i 3/4.
- Proszę, ale nie zgub, bo inaczej nigdy się nie dostaniesz do Hogwartu. - powiedziała surowo Megan. - Chodźmy, chyba nie chcemy się spóźnić. Gailly leć po kufer i klatkę z Becky, proszę.
Gail poleciała na poddasze po kufer i klatkę z sową.
Gdy już znalazła się na dole, tata już czekał na nich w samochodzie.
- Daj mi ten kufer, Ty weź klatkę - powiedziała mama do Gailly, uśmiechając się promiennie.
- Kochanie nie dźwigaj tego kufra podaj mi go. - powiedział obejmując delikatnie żonę. - cukiereczku, idziesz?! - krzyknął Gregory do Gail.
Gail stała w salonie i rozglądała się po pokoju z uśmiechem na twarzy. "Ech, żegnaj domku, zobaczymy się za rok.", pomyślała Gailly, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Gdy już stanęła przed samochodem, obejrzała się przez ramie na dom i pomyślała "Marzyłam o tym od dzieciństwa, nie mam czego żałować.", odwróciła się i weszła do samochodu, a gdy wyjeżdżali nie spojrzała już na dom, tylko patrzyła przed siebie.
Gdy znaleźli się już na Kings Cross, Gail wyciągnęła swój bilet i obejrzała się po peronie.
- Mamo... - jęknęła, ciągnąc matkę za rękaw. - ...gdzie jest peron 9 i 3/4? - zapytała krzywiąc twarz.
- Widzisz tę ścianę między 9, a 10 peronem? - zapytała dziwnym zmieszanym tonem.
- Tak. - powiedziała tajemniczym i ciekawym tonem.
- Musisz wbiegnąć w tę ścianę między tymi peronami, ale dla Twojego bezpieczeństwa Gregory pójdzie z Tobą. GREGORY! - wrzasnęła Megan, machając na niego ręką. - pomożesz Gailly przejść przez ścianę.
Stanęła przed ścianą i wiedziała, że za 5 sekund stanie się to na co tak bardzo czekała od 7 lat, odkąd jej bracia wrócili z Hogwartu. Ojciec objął ją i pchnął, i zaczęli biec. Gail poczuła, że serce bije jej mocniej i poczuła zimno przechodzące przez jej ciało, otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą wielki, czerwony pociąg. - Kochanie wsiadaj, masz 2 minuty! - pośpieszała ją mama. Złapała ją za ramiona, spojrzała prosto w oczy i powiedziała te słowa - Gail Xenio Havehort, wiedz że jestem z Ciebie bardzo dumna, bądź dzielna, razem z Gregory'm bardzo Cię kochamy. Teraz leć do pociągu. - po tych słowach uścisnęła ją mocno i pocałowała w czoło. A po mamie, ojciec mocno ją do siebie utulił i pocałował w polik. Gail weszła do pociągu. Pociąg ruszył i zaczęła machać do rodziców, gdy zniknęli za zakrętem, Gailly spojrzała przemijające przez okno pola i uśmiechnęła się szeroko, i wiedziała, że ten rok będzie udanym rokiem szkolnym.
~Gail Havehort.
Opowiadanie 1 ~Pokątna.
piękny, skromny i mały domek, w
którym mieszkała Gail Havehort razem z mamą Megan i ojcem Gregory.
Megan obudziła Gail bardzo gwałtownie:
- Gailly wstawaj! Nie ma czasu, musimy się śpieszyć! - krzyczała do córki. Gail usiadła na łóżku przeciągając się i przymrużając oczy.
- Która godzina? - zapytała bezbarwnie, podczas kiedy Megan opróżniała jej szufladę z ubraniami.
- Szósta rano! Szybciuteńko wstajemy, musimy zdążyć na ulicę Pokątną zanim będą tam tłumy! - powiedziała pośpiesznie mama - za 15 minut bądź już na dole na śniadaniu, będę na Ciebie czekać. - i wyszła z pokoju. Gail nadal siedziała na łóżku. Po 2 minutach wstała i i rozejrzała się po pokoju. Jej pokój był błękitno-biały. Nie miała w nim za dużo rzeczy, głównie ubrania, i gazety.
Wstała i poszła do toalety, wziąć prysznic. Gdy już to uczyniła, umyła zęby i twarz. Następnie poszła się ubrać i zeszła do kuchni na śniadanie. Kuchnia była mała, drewniana i przytulna. Usiadła wzięła widelec i zaczęła jeść naleśniki cynamonowe z czekoladą, polane syropem, które zrobiła jej mama.
- Szybciej, SZYBCIEJ! - krzyczała Megan, popijając pośpiesznie kawę. - nie ma czasu!
W tym momencie do domu wszedł ojciec Gail.
- Dzień Dobry kochanie - pocałował Meg w usta. - Dzień Dobry Gailly. - pocałował Gail w policzek. - gotowe?
- Ja już jestem gotowa. - powiedziała Gail połykając ostatniego gryza naleśnika.
- Dobrze. Proszę... - powiedział podając miskę z proszkiem Fiuu córce.
- Na Pokątną! - krzyknęła Gail znikając w płomieniach. Poczuła lekki skurcz, szarpnięcie i znalazła się na ulicy Pokątnej, a zaraz za nią mama i tata.
- Ja pójdę do banku Gringotta, a wy idźcie kupić podręczniki, kochanie - zwrócił się do żony. - wydaj swoje pieniądze, jak wrócę to Ci oddam całość. I poszedł w stronę banku.
- Pierw... podręczniki. - powiedziała Meg. I ruszyły w stronę Esy&Floresy. Kupiły całe wiaderko nowych podręczników szkolnych.
- Hmm... teraz szaty, mnóstwo zwojów pergaminu, nowe pióro, różdżkę i sowę.
Gdy kupiły już szaty, pergaminy i pióro, poszły do Olivandera, po różdżkę.
- Dzień Dobry. - powiedziała Gail.
Z za regału wyjrzały srebrno-niebieskie oczy, i przywitały ich ciepło.
- Dzień Dobry! Widzę młoda Havehort przyszła kupić swoją pierwszą różdżkę! Hmm...zobaczmy. - i zaczął szukać po półkach. - Ta, powinna pasować...proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła lekki prąd przechodzący przez jej rękę, i w tym samym momencie z rąk pana Olivandera wypadło pudełko.
- Nie, nie ta nie pasuje... - poszedł za 2 regał i wyszedł z srebrno-czarnym pudełkiem, z którego wyciągnął różdżkę. - proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła jak ciepło otacza jej serce, a nogi jakby zaczęły latać. Teraz nie widziała nic, tylko różdżkę.
- Różdżka wybrała już swojego właściciela. - powiedział staruszek, uśmiechając się czule.
- Ile musimy zapłacić? - powiedziała Megan, wyciągając portmonetkę.
- Nic, moja droga. - powiedział Olivander, wychodząc z za blatu sklepu. - mam nadzieję, że Ci dobrze posłuży. - zwrócił się w tym momencie do dziewczynki. - do zobaczenia Gailly.
Meg wyszła razem z Gail, i zobaczyły tatę dźwigającego wielką klatkę z białą sową.
- Oto Twoja nowa sowa Gailly! - powiedział sapiąc. - jak ją nazwiesz?
- Ojej! - oczy jej zabłysnęły na widok białych piór. - Becky, będzie miała na imię Becky. - powiedziała stanowczo dziewczyna.
- No to ruszajmy do domu, spędziliśmy tu cały dzień jest już 18:00. - powiedział Gregory.
O 20:00 znaleźli się w domu, wszyscy byli zmęczeni. Gailly pobiegła do pokoju i rzuciła na łóżko wszystko co dziś zakupiła, i zaczęła się pakować. Zajęło jej te 1 godzinę, ale w końcu spakowała cały kufer.
Poszła się umyć, i zeszła na kolację. Po kolacji poszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi położyła się na łóżko i zasnęła. Śnił jej się Hogwart. Nie mogła uwierzyć, że już jutro zacznie się jej nauka w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
~Gail Havehort.
którym mieszkała Gail Havehort razem z mamą Megan i ojcem Gregory.
Megan obudziła Gail bardzo gwałtownie:
- Gailly wstawaj! Nie ma czasu, musimy się śpieszyć! - krzyczała do córki. Gail usiadła na łóżku przeciągając się i przymrużając oczy.
- Która godzina? - zapytała bezbarwnie, podczas kiedy Megan opróżniała jej szufladę z ubraniami.
- Szósta rano! Szybciuteńko wstajemy, musimy zdążyć na ulicę Pokątną zanim będą tam tłumy! - powiedziała pośpiesznie mama - za 15 minut bądź już na dole na śniadaniu, będę na Ciebie czekać. - i wyszła z pokoju. Gail nadal siedziała na łóżku. Po 2 minutach wstała i i rozejrzała się po pokoju. Jej pokój był błękitno-biały. Nie miała w nim za dużo rzeczy, głównie ubrania, i gazety.
Wstała i poszła do toalety, wziąć prysznic. Gdy już to uczyniła, umyła zęby i twarz. Następnie poszła się ubrać i zeszła do kuchni na śniadanie. Kuchnia była mała, drewniana i przytulna. Usiadła wzięła widelec i zaczęła jeść naleśniki cynamonowe z czekoladą, polane syropem, które zrobiła jej mama.- Szybciej, SZYBCIEJ! - krzyczała Megan, popijając pośpiesznie kawę. - nie ma czasu!
W tym momencie do domu wszedł ojciec Gail.
- Dzień Dobry kochanie - pocałował Meg w usta. - Dzień Dobry Gailly. - pocałował Gail w policzek. - gotowe?
- Ja już jestem gotowa. - powiedziała Gail połykając ostatniego gryza naleśnika.
- Dobrze. Proszę... - powiedział podając miskę z proszkiem Fiuu córce.
- Na Pokątną! - krzyknęła Gail znikając w płomieniach. Poczuła lekki skurcz, szarpnięcie i znalazła się na ulicy Pokątnej, a zaraz za nią mama i tata.
- Ja pójdę do banku Gringotta, a wy idźcie kupić podręczniki, kochanie - zwrócił się do żony. - wydaj swoje pieniądze, jak wrócę to Ci oddam całość. I poszedł w stronę banku.
- Pierw... podręczniki. - powiedziała Meg. I ruszyły w stronę Esy&Floresy. Kupiły całe wiaderko nowych podręczników szkolnych.- Hmm... teraz szaty, mnóstwo zwojów pergaminu, nowe pióro, różdżkę i sowę.
Gdy kupiły już szaty, pergaminy i pióro, poszły do Olivandera, po różdżkę.
- Dzień Dobry. - powiedziała Gail.
Z za regału wyjrzały srebrno-niebieskie oczy, i przywitały ich ciepło.
- Dzień Dobry! Widzę młoda Havehort przyszła kupić swoją pierwszą różdżkę! Hmm...zobaczmy. - i zaczął szukać po półkach. - Ta, powinna pasować...proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła lekki prąd przechodzący przez jej rękę, i w tym samym momencie z rąk pana Olivandera wypadło pudełko.
- Nie, nie ta nie pasuje... - poszedł za 2 regał i wyszedł z srebrno-czarnym pudełkiem, z którego wyciągnął różdżkę. - proszę. - podał Gail różdżkę.
Gail poczuła jak ciepło otacza jej serce, a nogi jakby zaczęły latać. Teraz nie widziała nic, tylko różdżkę.
- Różdżka wybrała już swojego właściciela. - powiedział staruszek, uśmiechając się czule.
- Ile musimy zapłacić? - powiedziała Megan, wyciągając portmonetkę.
- Nic, moja droga. - powiedział Olivander, wychodząc z za blatu sklepu. - mam nadzieję, że Ci dobrze posłuży. - zwrócił się w tym momencie do dziewczynki. - do zobaczenia Gailly.Meg wyszła razem z Gail, i zobaczyły tatę dźwigającego wielką klatkę z białą sową.
- Oto Twoja nowa sowa Gailly! - powiedział sapiąc. - jak ją nazwiesz?
- Ojej! - oczy jej zabłysnęły na widok białych piór. - Becky, będzie miała na imię Becky. - powiedziała stanowczo dziewczyna.
- No to ruszajmy do domu, spędziliśmy tu cały dzień jest już 18:00. - powiedział Gregory.
O 20:00 znaleźli się w domu, wszyscy byli zmęczeni. Gailly pobiegła do pokoju i rzuciła na łóżko wszystko co dziś zakupiła, i zaczęła się pakować. Zajęło jej te 1 godzinę, ale w końcu spakowała cały kufer.
Poszła się umyć, i zeszła na kolację. Po kolacji poszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi położyła się na łóżko i zasnęła. Śnił jej się Hogwart. Nie mogła uwierzyć, że już jutro zacznie się jej nauka w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
~Gail Havehort.
piątek, 28 czerwca 2013
Opis Gail Havehort.
Gail Havehort urodziła się 21 marca 1981 r. Jest czystej krwi. Ma pseudonim Gailly. Nosi tytuł ścigającej i szukającej. Ma oczy koloru srebrno-brązowego, a włosy rude. Jej matka nazywa się Megan Havehort ( Lenux ), a ojciec Gregory Havehort. Ma braci bliźniaków Andrew'a Havehort i John Havehort. Różdżkę mia brzozy, jest wyrobiona z włókna ze smoczego serca, 13 cali, włos z ogona jednorożca. Za Bogina ma śmierć najbliższych. Jej patronusem jest łabędź. Należy do Gryffindor'u. W przynależności ma: Drużynę Quidditcha Gryffindor'u i Klub Ślimaka. Jest inteligenta, błyskotliwa i bardzo skryta. Może zobaczyć Testrale, ponieważ w wieku 10 lat zobaczyła śmierć ojca chrzestnego z rąk samego Lorda Voldemorta. W wieku 8 lat dowiedziała się, że jest wężoustna. Uwielbia grać w Quidditcha. Kocha naturę i spokój. Nie łatwo zdobywa się jej zaufanie, jeszcze nikt jej do tego nie przekonał...Mam nadzieję, że podoba wam się moja wymyślona postać, kocham ją ♥
~Gail Havehort.
Co i jak, krok po kroku.
Więc ja może zacznę od tego, że się przedstawię. Mam na imię Daniela, urodziłam się 11 lipca 2000 r. ( mam 12 lat ). Moją pasją jest Harry Potter, a ulubioną postacią Luna Lovegood ♥ Postanowiłam pisać na tym Blogu o mojej własnej stworzonej postaci Gail Havehort. To przejdę do rzeczy, w wakacje będę dużo pisała opowiadań o mojej ukochanej Gryfonce ♥ Ale jak będę chciała was o czymś powiadomić to mój post będzie podpisany jako: INFORMACJA. Mam nadzieję, że często będziecie odwiedzać mojego Bloga i życzę miłej podróży po mojej wyobraźni... ♥~Gail Havehort.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)






